8 wrz 2015

, ,   |  No comments  |  

"De Vino et Pomaceo" czyli o dobrym cydrze, złym piwie i trudnym winie

Zimny i deszczowy 1573 rok, Henryk Walezy zostaje królem Polski, w Europie zaczyna się sadzić ziemniaki w celach ozdobnych (jeszcze nikt nie myśli o tym żeby je jeść!), a w Langwedocji wymarzają wszystkie drzewka oliwne. Tego roku Julien de Paulmier rozpoczyna swoje studia nad cydrem. 

De Paulmier zdaje się być prekursorem w tej dziedzinie, przypisuje mu się bowiem autorstwo pierwszego francuskiego traktatu o cydrach. Faktycznie jeszcze w XVIII-wiecznej Francji napój ten traktowany jest trochę po macoszemu. O ile dawni medycy z pasją rozpisywali się o zaletach, ale i niebezpieczeństwach, spożycia  wina czy piwa, tak w przypadku cydru często milczeli.

Do powściągliwych i oszczędnych w tym temacie nie można z pewnością zaliczyć de Paulmiera. Swoje pozytywne doświadczenia związane z prozdrowotnym działaniem cydru zawarł on w traktacie "De Vino et Pomaceo" wydanym w 1588 roku w Paryżu (wersja w języku francuskim ukazała się rok później w Caen).
Po lekturze tego dzieła dojdziemy do wniosku, że żaden trunek nie może dorównać cydrom. Precz z wodą, piwem, nawet winem, wszyscy pijmy cydry!

Autor traktatu szczególnie nie darzył sympatią piwa, co jasno dał do zrozumienie wymieniając tragiczne skutki spożycia tego napoju. Piwo szkodzi - powoduje trwające dwa lub trzy lata gorączki (często prowadzące do śmierci), choroby nerek, melancholię, hipochondrię, raka....i może oszczędźmy sobie dalszych szczegółów.
Piwa najlepiej w ogóle nie pić, a jeśli już koniecznie musimy to na początku posiłku i oczywiście należy zniwelować jego szkodliwe działanie pijąc później wino i cydr.
Wino też przegrywa w konkurencji z cydrem, który jest łatwiejszy do strawienia i pożywniejszy, rozwesela, gasi pragnienie, leczy z hipochondrii, zapewnia dobry sen, służy melancholikom, a nawet zalecano go mamkom.
Jakież to szczęście, że mieszkańcy Górnej Normandii mogli cieszyć się dostępnością cydru, a jak pisze autor traktatu, jeszcze na początku XVI wieku to właśnie nieszczęsne piwo było podstawowym napojem w tym regionie.

Podobnie jak wina cydry różniły się między sobą kolorem, smakiem, konsystencją i mocą. Były zatem czerwone, posiadające posmak cynamonu, o rudym kolorze i w smaku przypominające muszkatelę, bursztynowe, żółte, a nawet te zupełnie bezbarwne. 
Kolor cydru był pierwszym dostrzegalnym wyznacznikiem jego jakości, ale to smak był tym najważniejszym. Jak zatem rozpoznać dobry normandzki cydr z XVI wieku? Ma słodki i delikatny smak. Cydr kwaśny, cierpki lub bez smaku zdecydowanie zaliczano do złych i odradzano jego spożycie.
Dobry cydr, nie dość że był słodki to musiał mieć temperaturę zbliżoną do temperatury ludzkiej krwi, zapomnijmy zatem o chłodzeniu!
Im dłużej przechowywano cydr, tym bardziej tracił on swoje właściwości (po pół roku lub roku tracił słodycz). Po roku lub dwóch latach stawał się trunkiem silnie rozgrzewającym i można było się nim nawet upić! Napój ten można było konserwować od roku do czterech lat, ale to te dwuletnie cydry uważane były za najlepsze.

Po kolorze i smaku czas na zapach. De Paulmier radzi, aby wybierać cydry o delikatnym i przyjemnym zapachu, a unikać cuchnących i ogólnie podejrzanie pachnących, te bowiem są o wiele bardziej szkodliwe niż cydry, które mają nieprzyjemny smak.
Cydry o gęstej konsystencji mnożyły krew i idealnie nadawały się dla posilenia ludzi ciężko pracujących. Dla stroniących od wysiłku i spędzających czas na kontemplowaniu wspaniałości tego świata zalecano cydry delikatniejsze.

Ponad 150 lat później, inny francuski medyk Jean-Baptiste Dubois również zainteresował się właściwościami medycznymi cydru i wina czego wynikiem była obroniona 22 marca 1725 roku w Paryżu rozprawa doktorska: "Quaestio medica: An gracilibus pomaceum vino salubrius ?"
W ostatnim rozdziale traktującym o właściwościach wina i cydru Dubois podaje przykład wpływu obu napojów na zdrowie mieszkańców Francji. Gdy mieszkaniec Paryża, w którym powszechnie pije się wino, zrani się w nogę jego rana zagoi się bardzo szybko. Mieszkańcowi Caen, który pragnienie gasi cydrem, tak umiejscowiona rana może goić się nawet kilka lat. Natomiast jeśli Normandczyk zrani się w głowę, nie potrzebuje nawet pomocy lekarza, gdyż jego rana szybko sama się zagoi, Paryżanin nie będzie miał tyle szczęścia...
Medyk dostrzegał tu wpływ wina i cydru na humory znajdujące się w ciele człowieka. Wino bowiem czyniło płyny w ludzkim ciele subtelnymi, cydr zaś gęstymi. Należało zatem odpowiednio dobrać napój do kondycji człowieka, ludziom chudym, słabym polecano więc cydr, tym słuszniejszej postawy i kondycji lepiej służyć miało wino.


Mimo uznania leczniczych właściwości cydru Dubois daleki był od entuzjazmu de Paulmiera. Ten zaś zachwycony cydrami, uznawał je za lepsze od win, których zastosowanie wymagało szczegółowej wiedzy za zakresu medycyny i dietetyki. Cydry natomiast mógł pić każdy, a  człowiek, który pije cydr żyje dłużej od tego, który raczy się winem...


Źródła grafik:
gallica.fr
books.google.com
Rosalis http://numerique.bibliotheque.toulouse.fr/
Collection BIU Santé Médecine http://www2.biusante.parisdescartes.fr/
Hortalia http://www.hortalia.org/

0 komentarze: